Inflacja take wzia urlop W lipcu wzrost cen na takim samym poziomie jak w czerwcu czy to koniec droyzny 2022 4x3Szybki wzrost uśrednionego poziomu cen towarów i usług dla konsumentów określany jako wskaźnik inflacji zatrzymał się. W lipcu drugi miesiąc z rzędu wynosi 15,9 proc. Czy to oznacza, że teraz ceny także przystopują i wszystko zamiast drożeć zacznie tanieć?

 

W tzw. Szybkim szacunku w ostatni dzień roboczy lipca Główny urząd Statystyczny podał, iż inflacja w lipcu wyniosła 15,5 proc. A więc dokładnie tyle samo co miesiąc wcześniej, w czerwcu. Można to uznać, że sygnał, że inflacja osiągnęła swój szczyt właśnie na tym poziomie i począwszy od kolejnego miesiąca wzrost cen towarów i usług dla konsumentów zamieni się w spadek a co najmniej stabilizację.

Czy gdy inflacja wyhamuje, ceny zaczną spadać?

Na pewno nie od razu i nie wszystkie. W Większości będą jeszcze rosły, siłą rozpędu. Nasze zakupy bowiem to efekt finału całego procesu – i to zarówno jeśli rzecz idzie o towary, jak i usługi. To co kupujemy dziś powstawało przez pewien czas, a więc ceny które płacił swoim dostawcom i poddostawcom producent dobra finalnego były jeszcze nie najwyższe; najwyższe są – powiedzmy w uproszczeniu – dopiero teraz, a w naszych zakupach znajdą swoje odbicie dopiero za jakiś czas.

 

inflacja 750
Tak to wygląda od strony podażowej czyli oferty handlowej, A jak to wygląda od strony popytowej czyli naszych konsumenckich decyzji? Z każdym wzrostem cen maleje sprzedaż – najmniej oczywiście w przypadku produktów, bez których obejść się nie da: żywność, leki itp. Sprzedaż spada, bo część klientów nie stać już na zakupy, inni przewidując podwyżkę ceny zrobili zapas, a jeszcze inni znaleźli dla siebie tańszy zamiennik lub zmienili dotychczasowe obyczaje. To z kolei sprawia, że u sprzedawców – zamawiających zazwyczaj u producentów ilość produktów pod bieżący popyt – zaczynają powstawać zapasy. Ta okoliczność najpierw hamuje podwyższanie cen, bo zaczyna działać konkurencja, a kupiec musi sprzedawać, by choćby mieć na podatki i zakup kolejnej partii produktów. Później zaś zaczyna się obniżka cen. Wystarczy bowiem, że konkurent je obniży chcąc upłynnić zapasy, a cenowy rollercoaster ruszy w dół!

Gdy trend zmienia kierunek

Tak działa wolny rynek – najbardziej spektakularnie widać to na przykładzie giełdy papierów wartościowych. Kto choć raz na niej inwestował, wie że gdy kurs rośnie wszyscy kupują co sprawia że cena akcji itp. Osiąga wysoki pułap, ale gdy jakiś inwestor zacznie sprzedawać papiery po niższej cenie, kurs gwałtownie spada w dół a wśród graczy zaczyna się wyścig, by sprzedać swoje akcje po jak najwyższym kursie, nim spadnie on do wartości minimalnych. Kto z tym zwleka, straci albo zostanie z akcjami (zapasami towarów) kupionymi po względnie wysokim kursie (cenie) i aby na handlu nie stracić będzie musiał czekać aż kurs znów wzrośnie.
Jednak o ile w przypadku akcji i giełdy papierów, kolejne wzrosty następują dość szybko, o tyle w przypadku inflacji i trendów cenowych na rynku produktów na taką koniunkturę trzeba czekać do powrotu następnej inflacji, a więc lata a nie tygodnie. Ostatecznie trzeba więc będzie produkty sprzedawać nawet ze stratą, by w ogóle nie wypaść z rynku.
Oczywiście, nie nastąpi to z dnia na dzień, ani nawet z tygodnia na tydzień. Poza obiektywnymi mechanizmami rynkowymi są bowiem jeszcze inne okoliczności: ceny surowców i energii dla przykładu. Niestety rynek dóbr i usług nie rządzi się tylko naturalnymi mechanizmami rynkowymi, ale jest mocno uzależniony od polityki oraz administracyjnych decyzji.
W tej sytuacji ważny jest więc trend – a więc dokładnie jak na rolleroasterze: czy jedzie on w górę czy w dół, bo już jak ruszy, zmiana kierunku przez pewien czas jest nie możliwa choćby siłą bezwładu.
- Wyhamowanie dynamiki rocznej i miesięcznej wzrostu cen zawdzięczamy tańszym w ostatnim miesiącu paliwom na stacjach benzynowych. W ujęciu rocznym nadal płacimy za benzynę o ponad 1/3 więcej niż rok temu. Na rynku surowców również obserwujemy w lipcu dawno niewidzianą stabilność cen, choć nadal baryłka ropy brent kosztuje ponad 100 USD i nic nie wskazuje na to, że w sierpniu może zejść poniżej tego poziomu. Bezsprzecznie jednak paliwa są tym czynnikiem, który obniża nam ogólny poziom cen – komentuje Mariusz Zielonka, eksperta ekonomicznego Konfederacji Lewiata.

Oddech dla spłacających raty kredytów

Na razie najważniejsze jest to, że stopy procentowe ustalone przez Radę Polityki Pieniężnej (RPP) w lipcu na poziomie 6,50 proc. Stopa referencyjna, mogą utrzymać się na dłużej niż na sierpień kiedy to dalsza podwyżka jest wykluczona ze względów technicznych – braku posiedzenia RPP.
Wraz z możliwością zawieszenia jeszcze w tym roku czterech rat kredytu, a w przyszłym roku - kolejnych, wyhamowanie inflacji daje nadzieję, że obciążenia wyliczone przez banki po kolejnej podwyżce stóp pozostaną na obecnym poziomie, a jeśli zaczną się znów zmieniać, to będzie to ruch w dół.

Czy to na pewno już koniec wzrostu inflacji?

Pytanie czy inflacja osiągnęła już swój szczyt czy tylko wzorem obywateli wzięła wolne na wakacje, pozostaje wciąż otwarte. Choć sumaryczny wskaźnik inflacji wyliczony przez GUS dla lipca jest taki sam jak dla czerwca, to jednak ceny żywności w lipcu wzrosły w stosunku do czerwca, co zniwelowały nieznaczne spadki nośników energii. Tymczasem w czasach bez skokowych zmian cen lipiec jest pierwszym z dwóch-trzech miesięcy gdy ceny żywności zazwyczaj spadają wskutek naturalnego sezonu takich owoców i warzyw.
To oznacza, że mimo powodów do optymizmu trzeba jednak poczekać na kolejne dane o inflacji z sierpnia i września - i dopiero wtedy będzie można liczyć na odwrócenie trendu cenowego. Ważne jest też, co zdarzy się w geopolityce i czy zapowiadana recesja
będzie głęboka, a kryzys gospodarczy - długotrwały i globalny.
Nie zmienia to faktu, że dane GUS z piątku 28 lipca dają nadzieję na utrwalenie dobrych humorów, które w sposób naturalny są przede wszystkim efektem lata i wakacyjnego wypoczynku.

BARTOSZ K.BISKUPSKI